KPRM przegrywa w sądzie. Wyrok ws. Szymanowskiego jest prawomocny

Dodano:
Prof. Maciej Szymanowski Źródło: PAP / Darek Delmanowicz
Wyrok w sprawie odwołania prof. Macieja Szymanowskiego z funkcji dyrektora Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka jest prawomocny.

Kancelaria Premiera wystąpiła o pisemne uzasadnienie orzeczenia, ale ostatecznie nie wniosła apelacji. Przypomnijmy, że sąd stwierdził, iż prof. Szymanowski został odwołany z naruszeniem prawa i przyznał mu 60 tys. zł odszkodowania. Do kwoty 20 tys. zł orzeczeniu nadano rygor natychmiastowej wykonalności. Wyrok zapadł 22 maja przed Sądem Rejonowym dla m.st. Warszawy.

Sąd: Dyrektora Szymanowskiego odwołano z naruszeniem ustawy

Z pisemnego uzasadnienia przedstawionego przez Sąd wynika, że o ostatecznym rezultacie procesu przesądził sposób, w jaki przeprowadzono procedurę odwołania prof. Szymanowskiego. Zgodnie z art. 10 ust. 2 ustawy o Instytucie, premier może odwołać dyrektora przed końcem kadencji po zasięgnięciu opinii Rady Instytutu. W przypadku prof. Szymanowskiego takiej opinii nie uzyskano.

Sąd napisał o tym wprost: "Skoro pismem z 12 czerwca 2024 r. w tych okolicznościach odwołano powoda ze stanowiska Dyrektora, zrobiono to z naruszeniem art. 10 ust. 2 powyższej ustawy, bo nie zasięgnięto faktycznie opinii Rady Instytutu". To właśnie to "uchybienie formalno-prawne", jak określił je sąd, było podstawą przyznania Szymanowskiemu odszkodowania w wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia.

Siedem dni dla Rady. Sąd: Takiego terminu nie ma 

Procedura odwołania ówczesnego dyrektora Instytutu Polsko-Węgierskiego im. Wacława Felczaka ruszyła 24 maja 2024 roku. Szef KPRM, działając z polecenia premiera, wystąpił do przewodniczącego Rady Instytutu o opinię w sprawie odwołania Szymanowskiego. Radzie wyznaczono na to siedem dni. W piśmie mającym uzasadniać odwołanie prof. Szymanowskiego z funkcji dyrektora Instytutu pojawiły się zarzuty dotyczące m.in. spraw organizacyjnych i finansowych Instytutu.

Przewodniczący Rady Instytutu Piotr Babinetz odpowiedział, że w tak krótkim czasie nie uda się zebrać Rady i wydać opinii. Poinformował, że posiedzenie w możliwie pełnym składzie będzie możliwe w ostatnim tygodniu czerwca.

Rada nie poprzestała na prośbie o więcej czasu. Jej przewodniczący wskazał, że w piśmie KPRM trudno znaleźć konkretne informacje pozwalające ocenić, czy rzeczywiście wystąpiły ustawowe przesłanki do odwołania dyrektora. Poprosił więc o wskazanie konkretnych okoliczności i zachowań zarzucanych prof. Szymanowskiemu, czasu, w którym miało do nich dojść, oraz przepisów prawa, które miał naruszyć.

Odpowiedzi z KPRM już nie otrzymał. Rada nie zdążyła też wydać opinii. Mimo to 12 czerwca 2024 roku premier Donald Tusk odwołał prof. Szymanowskiego ze stanowiska z natychmiastowym skutkiem.

Pełnomocnik prof. Szymanowskiego punktował procedurę KPRM

Na nieprawidłowości przy odwołaniu prof. Szymanowskiego wskazywał przed sądem jego pełnomocnik, radca prawny Christian Młynarek. W mowie końcowej podkreślał, że jego klient został w 2023 roku powołany na kolejną kadencję, która miała trwać do 2028 roku, a jej skrócenie wymagało dochowania procedury przewidzianej w ustawie.

Młynarek wskazywał przede wszystkim na brak wymaganej opinii Rady Instytutu. Argumentował również, że w samym akcie odwołania nie podano jego przyczyn, a okoliczności, na które później powoływała się strona pozwana, dotyczyły zdarzeń znacznie wcześniejszych. Zdaniem pełnomocnika nawet gdyby przyjąć, że mogły one stanowić podstawę odwołania, wykorzystano je dopiero po dłuższym czasie.

Sam prof. Szymanowski zeznawał natomiast, że przed odwołaniem nie przedstawiono mu zarzutów, które później pojawiły się w procesie. – Dopiero z pisma w odpowiedzi na pozew dowiedziałem się, że są jakieś zarzuty wobec mojej osoby. Nigdy wcześniej o nich nie słyszałem – mówił przed sądem. Były dyrektor zwracał też uwagę na sposób przeprowadzenia całej operacji. – Jeszcze nigdy nie spotkałem się z taką procedurą odwołania i przekazania obowiązków – zeznawał. Jak relacjonował, podczas przygotowań do wyjazdu służbowego najpierw otrzymał telefon z informacją, że ma stawić się w KPRM, a chwilę później e-mail z odwołaniem. – Żadnego przekazania obowiązków, żadnego protokołu zdawczo-odbiorczego – mówił w sądzie prof. Szymanowski.

Wyrok pozostaje w mocy

Sąd oparł rozstrzygnięcie na naruszeniu procedury przewidzianej w ustawie. W uzasadnieniu nie ograniczył się jednak do stwierdzenia samego braku opinii. Wskazał również, że KPRM nie mogła uznać samego wystąpienia do Rady za spełnienie ustawowego wymogu, a wyznaczony jej siedmiodniowy termin nie miał podstawy w przepisach.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...